Noc.
Przed północą. W pokoju półmrok, poprzez żaluzje wpadają smugi zimnego światła
latarni, kawałkując moje ciało i jej ciało pasami bieli. Zatrzymuje się na moim
pępku i na cienkiej ścieżce włosów poniżej. Tnie analogicznie moje kościste,
blade ręce, mięśnie widoczne pod skórą, zatrzymuje się na jej pretensjonalnie
podrażnionych jasnych, małych sutkach i ukrywa w mroku jej twarz tak, że widzę
tylko nieregularny zarys jej ust i lekko zakrzywionego nosa. W pokoju wciąż
unosi się lekki opar dymu papierosowego, chłonę ten zapach oddychając tak
cicho, że nawet tego nie czuję. Milczę. Ona też. Jej ręka szuka mojej ręki,
wspina się po moim brzuchu, przesuwa po nim swoimi szczupłymi palcami powoli,
tak zimnymi, że przenika mnie dreszcz. Chwilę tam zostają, a potem znajdują
moje palce, moją dłoń. Dotykam jej palców, nasze dłonie splatają się. Jej
paznokcie drażnią moją skórę. Odwracam się do niej. Jest naga jak ja, a moje
oczy spotykają jej oczy, lśniące w ciemności niczym od łez. Moja dłoń zsuwa się
po jej biodrze, gładkim i przeciętym pasem światła. Zostaje tam, a druga dłoń,
wyswobodzona z jej palców, wsuwa się w gęstwinę jej włosów, które splątane
płyną po poduszce niczym złociste jadowite węże. Czuję jej dotyk na swojej
szyi, zimny jak lód, który zamarza na kołdrze, a potem czuję przy sobie jej
całe ciało, chłodne i gładkie, jej twarde sutki na mojej skórze. Całuję ją. Jej
oczy toną gdzieś moim wzroku, jej
miękkie wargi i śliski, ciepły język, który odzyskuje pewność siebie gdy
natrafia na mój. Jej paznokcie drażnią mój kark, moja ręka przemyka po jej
kręgosłupie, po każdym twardym kręgu aż do samego końca. Światło latarni
przemyka teraz pasami przez jej białe łono, moja dłoń przemyka tam, gdzie
powinien znajdować się na jej skórze czarny wzór, na chwilę jej całe ciało
tonie w mroku, kawałkuje teraz zapewne moje plecy, gdy moje usta znajdują jej
szyję, a jej ręce błądzą po moich plecach, po których moje włosy spływają
niczym smoła, gdy mam pod sobą jej ciało i je dobrze czuję. Gdy ona sama
odchyla nogę, nie muszę patrzeć na wewnętrzną stronę jej uda, by odgadnąć
kształt, długość i ilość blizn. Jej ciało znam na pamięć. Przesuwam po
subtelnych wypukłościach tych blizn dwoma palcami. Moja dłoń schodzi pomiędzy
jej nogi. Dotykam ją, a moje usta schodzą niżej. Pas światła przecina na moment
jej drżące wargi. Czuję na swoich palcach wilgotne ciepło. Jej dłoń przemyka
przez moje włosy, a jej stopa bezgłośnie strąca na podłogę kołdrę. Czuję jej
bicie serca, mimo, że go nie słyszę. Unoszę jej nogę do góry, podłużną rysę na
jej stopie przecina światło. Moja dłoń wędruje przez jej pierś ku jej szyi, a
druga zostaje tam, gdzie jest, odnajduje punkt, schodzi niżej. Czuję. Moje
palce zanurzają się wewnątrz, a światło przepływa przez jej rozchylone, drżące
usta, nie wiem, czy to, co widzę, jest prawdą. Jej sutek znika między moimi
zębami. Nie otwieram oczu, słyszę tylko ciepły, miękki dźwięk gdy jej to robię.
Znam jej reakcje na pamięć. Spoglądam na jej lekko zarysowany brzuch. Słyszę
jej głos, cichy i lekko drżący, ona boi się milczenia:
- Jestem już gotowa.
Odpowiadam skinieniem głowy, zsuwam się z niej i leżę wspierając głowę dłonią. Jej wzrok powoli przenika mnie uważnie, powoli, przebiegając od mojej twarzy, cienkiej koziej bródki, przez uwypuklone pod skórą obojczyki, mięśnie pod bladą, pokrytą bliznami skórą aż po mój pępek i penisa w stanie wyraźnej erekcji. Jej dłoń sięga do małej szafki za łóżkiem. Otwiera jedną z szuflad i szuka. Jej wzrok znów osiada na mnie, a jej usta chwilę wahają się, nim pyta:
- Które dziś…?
- Te, które kupiłem wczoraj. Wybierz – odpowiadam.
Widzę jej lekkie drżenie, zagląda za łóżko, w strudze światła widzę jej białe, równe pośladki. Moja dłoń ostrożnie wędruje po nich, zwiedza je, mimo, że dobrze je zna, a palec wędruje pomiędzy nimi. Ona w końcu odwraca się do mnie, przyciąga mnie do siebie, a nasze usta spotykają się na dłuższą chwilę, podczas gdy jej palec pieści mój tatuaż.
- Weź go – ona podaje mi długi, cienki nóż.
Jest tak ostry, że potrafiłby przeciąć szkło. Ona mi bezgranicznie ufa. Nie skrzywdzę jej. Kładę się u jej boku, czuję jej spokojne bicie serca.
- Zmyj ze mnie wstyd z powodu tego, jaką porażką jestem – ona szepcze mi cicho do ucha.
Może na mnie liczyć. Unoszę jej rękę i obracam do siebie jej przedramię tak, że widzę dobrze jej gładką skórę. Składam na niej jeszcze długi pocałunek, a potem po prostu mocno zaciskam w dłoni jej rękę, unoszę do niej nóż i przyciskam go do skóry tak mocno, że czuję, że ją przecinam. Dopiero potem przesuwam nim aż do końca ostrza. Patrzę na głębokie przecięcie, tak głębokie i długie, że skóra rozchodzi się na boki, otwierając ranę, która od razu zaczyna spływać strumieniem krwi. Jej twarz staje się biała. Wiem, że nie straci przytomności. Robiłem jej to już tak wiele razy, a każdy z nich pamiętam. Zaczynam nożem stanowczo, lecz już nie tak głęboko, ciąć jej przedramię. Delikatnie oblizuję nóż. Kontynuuję, krew spływa mi na brzuch, a z brzucha na pościel, gdzie ginie płasko, kładąc się na niej ciemnymi, karmazynowymi plamami.
- Jeszcze czterdzieści jeden – szepcze ona wprost do mojego ucha drżącym głosem.
Skóra rozstępuje się pod każdym cięciem gdy tylko końcówka noża przestaje być jednością z jej ciałem. Nie jestem delikatny. Unoszę do ust jej dłoń i obnażam przed sobą jej drugie przedramię. Tnę systematycznie, raz przy razie… oszczędzam miejsce, jest go za mało na całe życie.
Noc. Nie wiem, która jest godzina, ale jest tak samo ciemno. W pokoju półmrok, poprzez żaluzje wpadają smugi zimnego światła latarni, kawałkując moje ciało i jej ciało pasami bieli. Padają czasem na jej bladą twarz, na drgające przez sen usta, na wijące się na jej plecach ciężkie sploty włosów. Jej głowa nieruchomo leży na mojej piersi, a nic nie zakłóca jej snu. Smugi światła przelatują raz po raz po kołdrze, na której obfite, gęste, nieregularne plamy krwi zaczynają schnąć, przybierając brunatny kolor. Oczy mam szeroko otwarte, chciałbym uchylić okno, bo pretensjonalny zapach krwi unoszący się wyjątkowo intensywnie w całym pokoju doprowadza mnie do stanu pobudzenia seksualnego, ale nie chcę jej budzić. Zlepione krwią włosy opadają mi na czoło. Nie odgarniam ich. Czekam, aż nadejdzie sen. Całuję lekko opuszki jej palców, unosząc jej dłoń do ust. Krew zasycha na palcach, pod paznokciami, na paznokciach i między palcami, na całej ręce, formując zastygłe w locie ścieżki. Światło pada jeszcze dalej, na pokój, ale nie spoglądam tam. Dostrzegam jedynie kątem oka leżący przy łóżku nóż z zaschniętą krwią która poplamiła dywan i zużytą prezerwatywę.
- Jestem już gotowa.
Odpowiadam skinieniem głowy, zsuwam się z niej i leżę wspierając głowę dłonią. Jej wzrok powoli przenika mnie uważnie, powoli, przebiegając od mojej twarzy, cienkiej koziej bródki, przez uwypuklone pod skórą obojczyki, mięśnie pod bladą, pokrytą bliznami skórą aż po mój pępek i penisa w stanie wyraźnej erekcji. Jej dłoń sięga do małej szafki za łóżkiem. Otwiera jedną z szuflad i szuka. Jej wzrok znów osiada na mnie, a jej usta chwilę wahają się, nim pyta:
- Które dziś…?
- Te, które kupiłem wczoraj. Wybierz – odpowiadam.
Widzę jej lekkie drżenie, zagląda za łóżko, w strudze światła widzę jej białe, równe pośladki. Moja dłoń ostrożnie wędruje po nich, zwiedza je, mimo, że dobrze je zna, a palec wędruje pomiędzy nimi. Ona w końcu odwraca się do mnie, przyciąga mnie do siebie, a nasze usta spotykają się na dłuższą chwilę, podczas gdy jej palec pieści mój tatuaż.
- Weź go – ona podaje mi długi, cienki nóż.
Jest tak ostry, że potrafiłby przeciąć szkło. Ona mi bezgranicznie ufa. Nie skrzywdzę jej. Kładę się u jej boku, czuję jej spokojne bicie serca.
- Zmyj ze mnie wstyd z powodu tego, jaką porażką jestem – ona szepcze mi cicho do ucha.
Może na mnie liczyć. Unoszę jej rękę i obracam do siebie jej przedramię tak, że widzę dobrze jej gładką skórę. Składam na niej jeszcze długi pocałunek, a potem po prostu mocno zaciskam w dłoni jej rękę, unoszę do niej nóż i przyciskam go do skóry tak mocno, że czuję, że ją przecinam. Dopiero potem przesuwam nim aż do końca ostrza. Patrzę na głębokie przecięcie, tak głębokie i długie, że skóra rozchodzi się na boki, otwierając ranę, która od razu zaczyna spływać strumieniem krwi. Jej twarz staje się biała. Wiem, że nie straci przytomności. Robiłem jej to już tak wiele razy, a każdy z nich pamiętam. Zaczynam nożem stanowczo, lecz już nie tak głęboko, ciąć jej przedramię. Delikatnie oblizuję nóż. Kontynuuję, krew spływa mi na brzuch, a z brzucha na pościel, gdzie ginie płasko, kładąc się na niej ciemnymi, karmazynowymi plamami.
- Jeszcze czterdzieści jeden – szepcze ona wprost do mojego ucha drżącym głosem.
Skóra rozstępuje się pod każdym cięciem gdy tylko końcówka noża przestaje być jednością z jej ciałem. Nie jestem delikatny. Unoszę do ust jej dłoń i obnażam przed sobą jej drugie przedramię. Tnę systematycznie, raz przy razie… oszczędzam miejsce, jest go za mało na całe życie.
Noc. Nie wiem, która jest godzina, ale jest tak samo ciemno. W pokoju półmrok, poprzez żaluzje wpadają smugi zimnego światła latarni, kawałkując moje ciało i jej ciało pasami bieli. Padają czasem na jej bladą twarz, na drgające przez sen usta, na wijące się na jej plecach ciężkie sploty włosów. Jej głowa nieruchomo leży na mojej piersi, a nic nie zakłóca jej snu. Smugi światła przelatują raz po raz po kołdrze, na której obfite, gęste, nieregularne plamy krwi zaczynają schnąć, przybierając brunatny kolor. Oczy mam szeroko otwarte, chciałbym uchylić okno, bo pretensjonalny zapach krwi unoszący się wyjątkowo intensywnie w całym pokoju doprowadza mnie do stanu pobudzenia seksualnego, ale nie chcę jej budzić. Zlepione krwią włosy opadają mi na czoło. Nie odgarniam ich. Czekam, aż nadejdzie sen. Całuję lekko opuszki jej palców, unosząc jej dłoń do ust. Krew zasycha na palcach, pod paznokciami, na paznokciach i między palcami, na całej ręce, formując zastygłe w locie ścieżki. Światło pada jeszcze dalej, na pokój, ale nie spoglądam tam. Dostrzegam jedynie kątem oka leżący przy łóżku nóż z zaschniętą krwią która poplamiła dywan i zużytą prezerwatywę.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńhm... "boję się"
OdpowiedzUsuńDo tej pory jedna osoba wprawiała mnie w takie... dreszcze, nie wiem jak to ująć.
OdpowiedzUsuńŚwietnie. MI osobiści się bardzo podobało, choć nie wiem jakie właściwie emocje wzbudził ten tekst, a wzbudził wiele...